Szensztat Rokitnica
  MOJE CAMINO 2012-pielgrzymka na koniec ziemi i jeszcze jeden dzień dalej
 


5 lat temu, wróciłem z pielgrzymki do Rzymu, zachwycony dzieliłem się dookoła swoimi wrażeniami. W pewnym miejscu padło to pytanie: "A słyszałeś o Camino de Santiago"? Te słowa zasiały ciekawość i  wzbudziły niemożliwe do opanowania pragnienie, aby tam pójść. Myśli wciąż krążyły wokół tego tematu, a im więcej dowiadywałem się o Camino tym bardziej to pragnienie się potęgowało. Było już blisko w 2011, ale nie wyszło. Udało się rok później. Moja podróż w nieznane rozpoczęła się 24 kwietnia 2012r.



Santiago de Compostella jest po Rzymie i Jerozolimie  jednym z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych. Wierni z całego świata pielgrzymują pieszo do grobu św. Jakuba już od ponad 1200 lat. Najpularniejszą drogą jest Królewski  Szlak Francuski tak zawne Camino Frances, zaczynający się we Francuskich Pirenejach w miejscowości Saint-Jean Pied de Port i prowadzi etapami przez prawie 800 km. Z tej masy kilkometrów dane mi było przejść odcinek 460 km. 330 km z Mansilla de las Mulas do Santiago, potem jeszcze 90 km na tak zwany "koniec ziemi" do Finisterre, aby zakończyć pielgrzymkę jeszcze 30 km dalej w Muxia przy niezwykłym sanktuarium Nuestra Senora de la Barca. Chciałbym się podzielić tym co przeżyłem podczas tych 3 tygodni pielgrzymowania

Początek: dzień 1 - z Mansilla de las Mulas do Leon (15 km)


O 3:20 razem z Marcinem, moim towarzyszem na Camino, wysiadamy w Mansilla de las Mulas. Cicho wszędzie, głucho wszędzie i tylko zimny wiatr hula po pustych ulicach. Wypatrujemy miejsca w którym biegnie szlak. Znajdujemy znak wskazujący kierunek, idziemy w noc. Zaczyna się coś nowego, coś niezwykłego, czuję to w środku.


dzień 2 - Leon

Do Leon docieramy przed 7, pada deszcz, od godziny ponczo jest moim przyjacielem. Zmęczeni , zmoczeni, zatrzymujemy się w barze przy drodze, zamawiamy kawę. Smakuje wybornie, siedzimy w milczeniu i delektujemy się tą chwilą. Zaplanowalismy cały dzień spędzić w Leon. Są tu 2 albergua, pierwsza w klasztorze Benedyktynek, klimatyczna, druga miejska w byłej szkole policyjnej. Wolałbym u Benedyktynek, ale otwierają o 12, a dochodzi 8 więc wybieramy miejską.

Hospitaliero wpisuje nas w dokumenty i za 2 euro kupujemy paszporty pielgrzyma tak zwane "credenciale". Od tej pory jest to nasz oficjany dokument pozwalający na noclegi w albergach, bedziemy zbierać do niego pieczątki, by u celu podróży móc się ubiegać o "compostellę" czyli dyplom ukończenia Camino.
Miejska albergua jest całkiem sympatyczna, czysto i przytulnie.. Dostajemy przydział do pokoju 10 osobowego. Jestesmy pierwsi i możemy wybrać łóżka.

Dalszy ciąg moich wspomnień z pielgrzymki do Santiago de Compostella znajduje się TUTAJ


Darmowe fotoblogi
 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=